250 zł – jednorazowa opłata za podłączenie do sieci energetycznej. 600 zł – jednorazowa opłata wpisowa pobierana od nowych działkowców (80% zostaje odprowadzone do PZD). 1000 zł – jednorazowa opłata inwestycyjna pobierana od nowych działkowców (za wyjątkiem osób zstępnych w stosunku do zbywcy działki). 50 zł – za
Szczególnie interesujące są satelity na tzw. orbicie geostacjonarnej. Wszystkie anteny satelitarne na Ziemi (np. te do odbioru telewizji) są skierowane w stronę satelitów geostacjonarnych. Satelity te są umieszczane w konkretnej odległości od powierzchni Ziemi ponad równikiem tak, że ich okres obiegu orbity wynosi dokładnie 1 dzień.
Maksymalna taxa notarialna dla mienia o wartości 30 000 – 60 000 zł została określona na 710 zł plus 1 procent nadwyżki od wartości powyżej 30 000 zł. Z kolei taksa notarialna dla mienia o wartości 60 000 - 1 000 000 zł wynosi 1 010 zł plus 0,4 nadwyżki od wartości powyżej 60 000 zł. Omawiając stawki za opłaty notarialne
Koniec taryfy ulgowej. ZUS wraca do poboru opłat. - Opłata dotyczy osób, które mają dług w ZUS, ale zdecydowały się skorzystać z możliwości rozłożenia zaległości na raty. Od
27 kwietnia 2021. fot. K. Drozd. Tak chce Unia Europejska; od 2023 roku na dopłaty mogłyby liczyć tylko osoby uprawiające ziemię faktycznie, a nie na papierze. Pomysł ma jednak swoich przeciwników. Mówi się, że przeciwnikami takich zmian są chociażby Kościół i partia rządząca.
Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Dolny Śląsk to prawdziwa skarbnica niezwykłych miejsc. My planując naszą podróż przez ten region postanowiliśmy podążyć szlakiem dolnośląskich podziemi. Na naszą trasę musiała więc oczywiście trafić także Dawna Kopalnia Nowa Ruda. To kolejna kopalnia, którą odwiedziliśmy na Dolnym Śląsku, ale jak sami się przekonacie każda z nich jest wyjątkowa i może pochwalić się niepowtarzalnymi atrakcjami. To co, idziecie z nami pod ziemię? Zwiedzanie Dawnej Kopalni Nowa Ruda rozpoczynamy od części muzealnej. Przewodnik, który nam towarzyszy, zabiera nas w świat górnictwa. Przed nami cztery sale wystawowe. Zaczynamy od podstaw i odpowiedzi na zasadnicze pytanie: co to jest węgiel? Jak powstaje? Co się stanie, gdy do białego prania wrzucimy kawałek węgla? W dalszej kolejności czeka nas krótka lekcja historii górnictwa w okolicach Nowej Rudy. Mieszcząca się tu kopalnia była jedną z najstarszych na polskiej ziemi. Jej początki sięgają pierwszej połowy XV wieku, kiedy zaczęto wydobywać węgiel. Kopalnia w Nowej Rudzie działała do 1995 roku, a już rok później w jej miejscu powstało ówczesne Muzeum Górnictwa. Udało się to dzięki ludziom, którzy chcieli pokazać kolejnym pokoleniom nie tylko trud pracy górników, ale także ich tradycje i pamiątki. W Dawnej Kopalni udało się zgromadzić całkiem pokaźną kolekcję przedmiotów związanych z życiem codziennym tych, którzy pracowali pod ziemią. Zobaczymy tu odświętne stroje czy pamiątkowe kufle, ale to przede wszystkim historie z życia wzięte robią największe wrażenie na zwiedzających. Z jednej strony poznajemy ciekawe górnicze zwyczaje, z drugiej dowiadujemy się o tym, jak bardzo niebezpieczne potrafi być zejście nawet kilkaset metrów wgłąb. Ostatnim punktem zwiedzania muzealnej części jest wizyta w dyspozytorni. To miejsce było zawsze sercem kopalni, z którego kierowano całą pracą. Czujniki, kontrolki, przyciski, system monitoringu, sterowania i łączności. Tutaj czuwano nad bezpieczeństwem górników. Zakładamy kaski na głowę i ruszamy pod ziemię. Przez chwilę możemy poczuć się jak prawdziwi górnicy. W dawnej sztolni jest ciemno, dość chłodno i wilgotno. Pozostawiono tutaj sprzęty, których kiedyś używano przy wydobyciu węgla. Przenośnik, młoty pneumatyczne, lutnia wentylacyjna. To wszystko dalej działa i robi nieznośny wręcz hałas, kiedy zostaje uruchomione. Na własnej skórze możemy się przekonać, w jakich trudnych warunkach pracowali górnicy, a to przecież jedynie ułamek tego, czego doświadczali oni codziennie. Co rusz, gdzieś w tym półmroku, przemyka tajemnicza postać. To duch Skarbnik, który według legend miał opiekować się górnikami. Dziś snuje się po ciemnych korytarzach i znienacka próbuje umorusać węglem niesfornych zwiedzających. Podziemna trasa liczy ok. 700 metrów. Na sam koniec czeka nas niezwykła atrakcja – na powierzchnię wyjeżdżamy podziemną kolejką górniczą. Z trudem wciskamy się do żółtych wagoników i jednocześnie zastanawiamy się, jak mieścili się tu górnicy z całym swoim osprzętem. Kolejka szarpie, telepie się i hałasuje. Po chwili widać już światełko w tunelu. Z pewną ulgą zostawiamy za sobą ciemne korytarze. Witają nas ciepłe promienie słońca. Wracając w stronę muzeum możemy rzucić jeszcze okiem na konstrukcję wieży szybowej. Dawna Kopalnia Nowa Ruda czynna jest przez cały rok. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem – często są to osoby, które kiedyś tu pracowały, więc mają naprawdę wiele do opowiedzenia. To miejsce zaciekawi również małych podróżników, a największe wrażenie robi na nich podziemna część trasy. Za bilet dla osoby dorosłej zapłacimy 30 PLN, ulgowy bilet wstępu kosztuje 22 PLN. Aktualne godziny otwarcia warto sprawdzić na stronie internetowej Dawnej Kopalni. Znajdźcie chwilę czasu i wybierzcie się jeszcze do centrum w Nowej Rudzie. Mają tu uroczy rynek z pięknymi, kolorowymi kamienicami. Warto też zajrzeć do klimatycznej kawiarni Biała Lokomotywa. Serwują tutaj pyszną kawę i to taką na specjalne zamówienie. Zobaczycie sami! Odkryj z nami Dolny Śląsk! Zobacz, jakie ciekawe miejsca warto jeszcze odwiedzić w tym regionie: Stara Kopalnia w Wałbrzychu Kopalnia złota w Złotym Stoku Srebrna Góra z imponującą twierdzą skalny szlak w Górach Stołowych
Polska niewystarczająco radzi sobie w temacie prawidłowego usuwania z rynku przepracowanych olejów silnikowych. Zbyt dużo ilość zamiast do firm zajmujących się utylizacją, trafia do kratek ściekowych i ziemi. UE naciska na Polskę w tej sprawie i rząd pracuje nad wprowadzeniem kaucji na olej. Tyle można było wywnioskować ze słów Minister Jadwigi Emilewicz. Na czym to ma polegać?W cenie oleju będzie zawarta dodatkowa opłata (z przedstawionych propozycji wynika, że od 5 do 10 złotych za litr). Ta dodatkowa opłata będzie zwrócona w momencie oddania przepracowanego oleju w odpowiednim punkcie. Czyli ma to działać na zasadzie kaucji. Oczywiście tej opłaty nie będzie w momencie zlecenia wymiany w wyspecjalizowanych jednostkach (serwisy, warsztaty) które już od dawna muszą przepracowany olej oddawać odpowiednim firmom do utylizacji, z czego są skrupulatnie rozliczane. Coraz częściej jednak słychać głosy, że ta kaucja to będzie bardziej na zasadzie dodatkowej opłaty a nie kaucji i przynieść może więcej złego dla środowiska jak dobrego. Po pierwsze, mało komu będzie się chciało „bawić” w odzyskiwanie kaucji jeżeli sieć „odbiorów przepracowanego oleju” będzie kiepska i będzie trzeba mieć paragon, Planuje się wprowadzić także „czas na oddanie” przepracowanego olej i na ten moment nie jest „zbyt życiowy”. Ale co ważniejsze, często się zdarza, że silnik „bierze olej” – jak wtedy uzyskać zwrot kaucji jak tego oleju po prostu nie ma? Jesteśmy kreatywnym narodem, nikogo nie zdziwi pewnie (prócz polityków) jak za jakiś czas usłyszymy o oddawaniu w baniaku oleju, tyle że spożywczego a nie silnikowego. Lub nawet wody. A przepracowany olej silnikowy jak trafiał do kratki ściekowej tak będzie trafiał nadal. System kaucji za olej ma wejść od 1 stycznia 2021 roku.
Podatki i ciężary dawne w Polsce zwano tributum, contributio, census, vestigal, gabella, exactio, collectae, datio, pobór, dań, płat i t. d. Piastowie, organizując swoje rządy, naśladowali w wielu razach książąt Zachodu. Wszystkie zatem nakładane przez nich na poddanych ciężary i służebności miały wprawdzie nazwy polskie, ale były naśladowaniem zachodnio-europejskich. Zagranicą, gdzie było więcej pieniędzy niż w Polsce, nastąpiła wcześniej przemiana na brzęczącą monetę wielu służb i danin, uiszczanych pierwej w naturze, t. j. zbożem, bydłem i pracą. Uboższa w kruszec Polska, długo podatków pieniężnych nie znała. To też cudzoziemcy, przybywający do nas z Zachodu w dobie Piastów, daniny składane w naturze nazywali „prawem polskiem”. Mnogość dzielnic książęcych i przywilejów wyjątkowych była powodem różnolitości praw i pewnego zawikłania w nazwach służebności krajowych. Choć według pojęć dawnych nie odróżniano obowiązków względem osoby księcia od państwowych, to jednak rozdzielić je można na dwa rodzaje. Wśród obowiązków względem państwa pierwsze miejsce zajmuje służba wojenna (expeditio). Wprawdzie jądro siły zbrojnej stanowiło rycerstwo na dzielnych rumakach i kosztownie uzbrojone, z którem Bolesławowie robili wyprawy na Pomorze, Ruś, do Węgier, Morawii i Czech — ale w obronie własnego kraju nie pogardzano tłumami gorzej uzbrojonych tarczowników z wiejskiego ludu. W razie napadu wroga, cała ludność zagrożonej ziemi stawała pod bronią. Każda okolica posiadała swój „gród”, czyli miejsce obronne wysokim wałem, palisadami i wodą lub bagnem, gdzie zamykano kobiety, dzieci i dobytek. Mężczyźni szli walczyć z nieprzyjacielem, robić zasadzki i zasieki po lasach. Każde „opole” dostarczało drużyny do naprawy i obrony grodu w swojej okolicy. W czasie pokoju załoga takich grodów, oprócz urzędników kasztelańskich lub książęcych, składała się przeważnie z chłopów, którzy kolejno ze swych opól i osad leśnych pełnili obowiązek stróży grodowych. Ta kolejna służba grodowa wprawiała całą ludność do wojennego rzemiosła. Nie dziw też, iż chłopi kujawscy potrafili zwyciężać Krzyżaków, jak to np. miało miejsce pod wsią Dąbkami r. 1431. Taka straż kolejna, czyli t. z. „stróża zamkowa”, istniała także w całych Niemczech i Węgrzech pod odpowiednią nazwą niemiecką. W Polsce mamy już o niej wzmiankę w dokumencie z r. 1125. Utrzymanie „grodu” w należytym stanie było wszędzie obowiązkiem okolicznej ludności, jako chroniącej się do niego podczas wojny. Często więc naprawiano nasypy ziemne, częstokoły i drewniane wieżyce zamku. Do czasów bowiem Kazimierza Wielkiego zamków murowanych Polska prawie nie posiadała. Nietylko w granicach własnej kasztelanii, gminy czyli opola, takową składające, obowiązane były do budowy i naprawy swego grodu. Jeżeli księciu wypadło gdzieś w dalszych stronach, zwłaszcza na granicach kraju, wznieść nowy „gród” lub stary odbudowywać, a siła okolicznej ludności na to nie wystarczała, przywoływano do pomocy lud z sąsiednich kasztelanii. „Stróża” zamkowa, należąca pierwotnie do tej samej kategoryi obowiązków, co służba wojskowa, zamienioną została z czasem na stałą daninę. Nastąpiło to zapewne w XII w., bo w XIII znajduje się ona już wszędzie zaliczona do danin. Bliższe oznaczenie obowiązku służby wojskowej znajdujemy po raz pierwszy w przywileju Bolesława Wstydliwego z r. 1270. Do ważnych obowiązków publicznych należało budowanie i naprawa mostów na rzekach, a zwłaszcza przy zamkach. Za Krzywoustego był to jeszcze obowiązek ogólny, ale z czasem rozmaite dobra zwalniano od powyższego ciężaru. Więc też w półtora wieku po Krzywoustym, Leszek Czarny w wielkim był kłopocie, kiedy się zabrał do naprawy mostów swojej Sieradzkiej dzielnicy, bo znaczną część jego księstwa zajmowała kasztelanja wolborska, własność biskupów kujawskich, których ludzie byli już uwolnieni od robót mostowych. Do bardzo ważnych obowiązków ludu dla obrony kraju należały owe słynne zasieki leśne na granicach Polski, których sławę tak wymownie głosił sam cesarz Fryderyk Barbarossa. Dokument z r. 1235 zaświadcza, że w razie naglącej potrzeby do rąbania zasieków dla powstrzymania nieprzyjaciela powoływano w owym czasie nietylko ludność nadgraniczną, ale i z wnętrza kraju. Do zakresu usług publicznych należał jeszcze t. z. „ślad” (vestigia), czyli obowiązkowa pogoń za śladem uciekającego złoczyńcy. Jeżeli umykał złodziej lub jaki zbieg więzienny, chłopi obowiązani byli z „krzykiem” gonić za jego „śladem”, dopóki nie dotarli do sąsiedniego opola i sąsiadom nie powierzyli dalszej pogoni (takie samo urządzenie istniało w Anglii). Zaniedbanie pogoni pociągało za sobą płacenie kary za przestępcę, a odwrotnie schwytanie go uwalniało ludność całego opola od odpowiedzialności (ob. Opola). Najdokuczliwszym ciężarem ogólnym względem panującego księcia były „podwody”. Podania francuskie o uciemiężaniu ludu częstymi przejazdami panujących są prawie jednobrzmiące ze skargami na takież nadużycia za Mieszka Starego. Czy książę wysyłał jakiego posłańca z rozkazem do odległego „grodu”, czy jaki urzędnik grodowy wybrał się w drogę, natychmiast trzeba mu było, gdzie przybył, dostarczyć podwody lub dobrego konia pod siodło. W najgorszem też położeniu były osady odosobnione, odległe od zaludnionych opól. Za Krzywoustego skarżono się powszechnie na ucisk podwodowy. Później w dokumentach z XIII wieku rzadkie są stosunkowo wzmianki o „podwodach”, może dlatego, że zamiast właściwych podwód częściej był w użyciu t. z. „powóz”. Niemniej utyskiwano na obowiązek transportu rzeczy książęcych, zwany „przewodem” (conductus). Odróżniano dwa rodzaje przewodu: chłopski i rycerski. Do władyków czyli panów, szlachty i rycerstwa, należał transport, wymagający szczególnego pośpiechu, zatem przewóz żywności, łatwo ulegającej zepsuciu, np. świeżej zwierzyny, ryb i placków pszennych. Do tej kategoryi należeli jeszcze: jeńcy, złoto i wino. Natomiast chłopi końmi lub wołami przewozili: zboże, skóry, wosk, żelazo i t. p. Każdemu „przewodowi” towarzyszył „komornik” książęcy, czyli dworzanin, zostający w służbie panującego. Komornik taki pilnował własności pańskiej, czuwał nad przeładowywaniem i pośpiechem. Jeżeli „przewód” przybył bez komornika, chłopi nie mieli obowiązku go przyjmować. Każda osada odpowiadała za całość transportu, dopóki go pod dozorem komornika nie oddała sąsiedniej osadzie. W dokumentach z w. XIII przechował się spór między dwoma wsiami: Kacice i Januszkowice, którym często wypadało stawać do „przewodu”. Ale Januszkowice umiały sobie radzić, bo odstawiały przewód do sąsiednich Kacic, od których tylko mostem na rzece Szreniawie oddzielone były, gdy Kacice do Iwanowic lub Przestańska, najbliższych osad na trakcie do Krakowa, miały kilkakroć dalszą drogę. Wyrazem „powóz”, zdaje się, nazywano obowiązek dostarczania samych koni i woźniców do wozów książęcych. W dokumencie z r. 1258 znajduje się wzmianka o zamianie tego ostatniego ciężaru na stały podatek pieniężny. Ale najkosztowniejszym był podobno ciężar żywienia dworu książęcego, gdy ten w czasie podróży zatrzymał się na popas. Trzeba zaś wiedzieć, że system rządzenia krajem polegał wówczas na ciągłem objeżdżaniu „grodów” przez panującego, sądzeniu spraw i sporów. Bolesław Chrobry więcej przesiadywał po grodach — jak zaświadcza Gallus — „więc każdy z radością wyglądał przybycia monarchy. Bogaty, ubogi i cały kraj z ochotą się zbiegał, by ujrzeć jego oblicze”. Inaczej było za Krzywoustego, który spędzał życie w polu i namiotach. Później, pod koniec XIII w., ustanowili książęta raz na zawsze, czego im kmiecie w czasie podróży na popas mają dostarczać. Tak Leszek Czarny domagał się latem tylko jednej krowy i dwuch owiec, w zimie zaś dwuch wieprzów, 30-u kur, 100 jaj, po pół korca grochu i jęczmienia na każdy obiad. Ponieważ w „grodach” czyli zamkach bywało zwykle ciasno dla dworu książęcego, służba przeto książęca, złożona z piekarzy, piwowarów i miodosytników, łowiecka i rzemieślnicza, wychodziła do okolicznych opól, gdzie jej było wygodniej i lokowała się tamże, dostarczając wszystko dla dworu. Towarzyszyli jej i łagiewnicy książęcy, którzy łagwie i beczki na miód, piwo i mięso solone sporządzali. Ponieważ prawie każda osada przypierała do lasów książęcych, służba zatem łowiecka zajmowała ludność wiejską do nagonki czyli gonienia za „psim śladem” po lasach, zalecała jej pilnowanie zwierzyny, doglądanie jelenich legowisk i gniazd sokolich. Gdzie się sokoły gnieździły, tam ani barci nie wolno było zakładać, ani drzewa rąbać. Daniny w naturze, wybierane przez poborców książęcych, sięgały bez wątpienia prastarych czasów powstawania władzy książęcej, kiedy to ludność całego kraju część swego dobytku i plonów roli składała na utrzymanie panującego. Do takich należał przedewszystkiem „naraz” lub „narzaz”, danina z wieprzów, a zapewne i innego dobytku, na rzeź dla książęcego dworu pędzonych, cząstka corocznego przyrostu trzód wieśniaczych, potrzebna do zaspokojenia codziennych potrzeb książęcego stołu. „Narzaz” wybierano opolami, równie jak daninę z krów i wołów. Ludność opola składała corocznie po jednym wole i po jednej krowie do grodu. Stąd też powstała nazwa „dani opolnej”. „Naraz” w postaci składanego królowi podatku od mięsa dotrwał czasów późnych, bo widzimy, jak Kazimierz Jagiellończyk r. 1454, zatwierdzając przywileje stanów pruskich, uwalnia te stany od „narzazu”. Chłopi składali daninę za to, że mogli mieć barcie w borach książęcych. Jedni dawali garnek czyli „garniec” miodu (urna mellis). W kasztelanii chrobskiej, każda osada dawała 3 duże garnce (r. 1251), gdzieindziej całe opole dawało razem urna mellis provincialis, co znaczyło zapewne kadź miodu. Trzecią tego rodzaju daninę stanowił „sep”, składany z pszenicy, owsa i jęczmienia. Wybierano go opolami, tak jak wszystkie inne daniny, co wypływało z koniecznej wówczas solidarnej odpowiedzialności każdego opola czyli gminy rolniczej. Terminem do poborów tego rodzaju był dzień św. Marcina, jako czas głuchej jesieni, w którym już wszystkie zbiory były dokonane. Jeżeli używany w ówczesnych łacińskich dokumentach wyraz mensura oznaczał korzec, to w lubińskiem opolu „sep” przynosił księciu rocznie 20 korcy zboża (r. 1242). Zboże odwożono do grodów książęcych, po kraju rozsianych, gdzie zużywano je bądź dla dworu i wojska książęcego, bądź dla załogi miejscowej, bądź w razie napadu dla ludności okolicznej, która się do grodu chroniła. Wyraz „sep” czyli zsep pochodzi od zsypywania do śpichrza (książęcego). Nie jest jednak dotąd wyjaśnionem, czy była to odrębna danina, czy też tylko sposób płacenia podatków w zbożu. Wiadomo bowiem, że wówczas przyjmowano powszechnie podatki w płodach surowych. I w Polsce, dopóki monety było mało, daniny składano księciu przeważnie w skórach, futrach, zbożu, wosku, miodzie i żywem bydle. Gdy jednak wpływ cywilizacyi pomnożył i upowszechnił monetę (nazywaną „obrazem” od wybitego na niej wizerunku księcia), rozwój skarbowości polegał odtąd na zamianie pierwotnych danin na pieniądze. Najważniejszym podatkiem było poradlne czyli powołowe, pobierane od ilości radeł i wołów, których opodatkowany do uprawy swojej roli używał. Radło bowiem czyli półpług było pierwotnem narzędziem do orania. Podatek ten gruntowy, pochodzący, jak się zdaje, z zamiany pierwotnej stróży grodowej na pieniądze, przetrwał najdłużej, jako wyraz uznania władzy książęcej nad ziemią, i kiedy wszystkie inne ciężary znikły, to jeszcze król Ludwik, następca Kazimierza Wielkiego, zastrzegł sobie w dyplomie koszyckim zachowanie poradlnego w wysokości dwuch groszy od łanu. Ostatecznie dopiero paktami z Władysławem IV r. 1632 uchylono podatek dwugroszowy z poradlnego łanu, „jako pamiątkę niewoli”. Drugim podatkiem było „podworowe” (później nazwane podymnem), czyli opłata od domów mieszczańskich i kmiecych, jako jednostek osadniczych. Podworowe zwano inaczej kunnem, bo jeszcze w XIII w. najpospoliciej dawano z domu po dwie skórki wiewiórcze czy kunie co roku. W ziemi Krakowskiej widzimy od XI wieku podatek zwany „pomocne”, zniesiony ostatecznie przez Henryka Brodatego. Był to zapewne, jak „pomoc” w Czechach, podatek nadzwyczajny, dodatkowy, ze skarbowości czeskiej naśladowany. Odkąd t. z. „stróża”, czyli obowiązek kolejny straży grodowej, zamieniony został w stałą coroczną daninę, wybierali ją osobni poborcy, zwani „panami stróżnymi”. Obowiązek podejmowania dworu książęcego w czasie objazdu księcia po kraju, zwany „stanem” (stationes), już od czasów Krzywoustego począł być zwolna zamieniany drogą wyjątkowych przywilejów lub dobrowolnego układu z księciem na podatek pieniężny. Pomimo to jednak w rocznikach duchowieństwa z czasów Jagiełły znajdujemy utyskiwania na ucisk sprawiany dobrom duchownym przez przejazdy królewskie czyli „stan”. Prócz danin stałych, skarb książęcy miał jeszcze dochody z różnych opłat okolicznościowych. Niektóre z tych opłat wynikały z zasady, że gdy książę jest panem całego kraju, stąd żadna ważniejsza chwila w życiu jego poddanych nie może minąć bez podarku dla monarchy. Zatem dziewczęta i wdowy z osad kmiecych przy zamążpójściu składały garniec miodu, co zwano „wdowiem” i „dziewiczem”. Musiał to być zwyczaj bardzo dawny, a zniesiony został razem z „pomocnem” przez Henryka Brodatego w ziemi Krakowskiej i przez Konrada w r. 1232 na Mazowszu. Ważną rubrykę dochodów stanowiły opłaty sądowe. Ponieważ książę był najwyższym stróżem prawa i sędzią, kto więc przeciw prawu wykroczył i spokój lub bezpieczeństwo publiczne łamał, obok powetowania szkody pokrzywdzonemu winien był zapłacić karę do skarbu książęcego, zależną od wielkości przestępstwa. Pewna część z tych opłat szła do skarbony sędziego, kasztelana lub jego urzędników, którzy w imieniu i zastępstwie księcia sądzili. Podług pojęć ówczesnych należał się księciu udział w zysku handlowym, osiąganym przez cudzoziemskiego kupca w jego państwie i pod opieką jego władzy. Udział ten pobierany był pod nazwą myta i targowego. Ceł granicznych nie znała ówczesna Polska, bo w puszczach, ciągnących się wzdłuż granic niepodobna było straży celnych rozciągać. Były więc tylko wskazane wewnątrz kraju szlaki handlowe dla kupców, którzy przy wyznaczonych grodach książęcych opłacali myta. Łodzie i korabie ładowne towarem, płynąc rzekami, opłacały myto przy zamkach nadbrzeżnych, np. w Poznaniu nad Wartą, w Lubiążu nad Odrą, w Korczynie i Włocławku nad Wisłą, w Wiźnie nad Narwią, w Drohiczynie nad Bugiem i t. d. Rycerstwo było wolne od opłaty myta, przynajmniej na Mazowszu już w r. 1237. Prócz myta (theloneum), opłacał kupiec jeszcze na targu przy sprzedaży towaru pewną prowizję od jego ceny, zwaną targowem. Wybierali tę opłatę celnicy i nadzorcy targu, bez których nie wolno było zawierać żadnej umowy kupieckiej, żeby skarb książęcy nie doznał przez to uszczerbku. Takie urządzenia panowały w całej ówczesnej Europie. Czasem książę, w dowód szczególnej szczodrobliwości, obdarzał prawem pobierania targowego jaki klasztor lub zasłużonego sobie rycerza. Najdawniejszym znanym przykładem uwolnienia od targowego jest przywilej Kazimierza Sprawiedliwego, dany Miechowitom. Częściej obdarzał książę dziewięciną, czyli dziewiątą częścią z dochodów jakiegoś targu. Poborcami opłat targowych byli na znaczniejszych targach mincarze książęcy, jako biegli znawcy kruszcu i obcych pieniędzy, w których od zagranicznych kupców „targowe” pobierali. Wszystkie dochody z ceł i „targowego” w obrębie kasztelanii spływały do kasy grodowej, skąd je według potrzeby do skarbców książęcych odsyłano. Pewien tylko procent z tych opłat potrącali dla siebie poborcy, jako wynagrodzenie za czynności urzędowe, co było podnietą ich gorliwości o dobro skarbu. Wzmianki o „targowem”, w najstarszych dokumentach dość częste, później w XIII w. wobec swobód prawa miejskiego ustają zupełnie. W dokumentach łacińskich z doby Piastów spotykamy następujące nazwy polskie rozmaitych podatków, opłat i powinności: „Dań” (r. 1145) — „powołowe” (r. 1155) — „poradlne” (r. 1228) — „pługowe” (r. 1228) — „stróża” (r. 1125) — „podymowe” (r. 1200) — „podymne” (r. l242) — „pomocne” (r. 1125) „poduszne” (r. 1257) — „podwozowe” (r. l235) — „mostne” (r. 1145) — „mostowe” (r. 1252) — „kunne” (r. 1145) — „podworowe” (r. 1145) — „naraz” i „narzaz” (r. 1145) „przewód”, t. j. obowiązek torowania drogi przez puszcze, zaspy śnieżne (r. 1145) — „powóz” (r. 1247) „pobór” (1278 r.) — „myto” (r. 1255) „pozewne” (r. 1289) — „przysiężne” (r. 1281) — „pieszy ślad” (r. 1214) — „pogoń” (r. 1255) — „targowe” (r. 1065) — „łanowe” (r. 1255) — „polowe” (r. 1291) — „stan” (r. 1228) — „rogowe” (r. 1255) — „sep” (r. 1242) — „przesieka” (r. 1214) — „podwody” (r. 1216) —„narębne” (r. 1304). Długosz wymienia takie ciężary księstwa Krakowskiego z r. 1162: poradlne, stróżne, powóz, podwody i podleganie mincarzowi (którego zwano po łacinie monetarius). Były jeszcze znane przed epoką Jagiellońską: „obiedne”, „godne”, „opolne”, „wojenne”, „kolenda”, „krowne”, „psarskie”, „przełaja”, „czynsz królewski”, „królewszczyzna” (której zniesienia zażądała szlachta od Kazimierza W.). Sposób dawnego egzekwowania podatków nie musiał być przyjemny. Zwyczajny bowiem średniowieczny edykt podatkowy w Zachodniej Europie brzmiał: „Pozwalamy wójtowi i ławnikom w razie potrzeby użyć przy poborze przymusu, t. j. wyłamywać drzwi, rozbijać skrzynie, okna i zamki, imać ludzi na targu, po ulicach i domach”. W Polsce na kilka tygodni przed poborem wywoływano i otrąbiano po miasteczkach i wioskach, w czasie targów i nabożeństw, rozkaz poboru. Poborcy podatkowi, którzy potem objeżdżali wsie i miasta, otrzymywali od mieszkańców pewną nagrodę za swe trudy. Dziś owa mnogość tych rozmaitych danin przejmuje politowaniem nad dolą tych, których one obowiązywały. To jednak „prawo polskie” nie było wcale tak straszne w rzeczywistości. Niezbyt bowiem wielkie dla panujących musiały płynąć z niego korzyści, gdy książęta powszechnie z łatwością zrzekali się tych danin na rzecz narodu. Już od czasów Kazimierza Sprawiedliwego, nazwanego „oswobodzicielem z pęt służebnictwa”, widoczne jest stopniowe pozbywanie się książąt swego prawa do wymienionych danin. Uzyskują takowe od panujących najprzód duchowni dla dóbr swoich, potem panowie małopolscy. Nie mógł już książę wymagać od chłopów w dobrach szlacheckich ani podwód, ani obiadów, ani dostaw kuchennych. Pozostała mu ta moc tylko we własnych dobrach królewskich, t. j. owo „prawo włodzicze” nad sołtysami i kmieciem książęcym. W wiekach późniejszych sama szlachta w razie nagłej potrzeby uchwalała na sejmach pobory ze swych dóbr i dochodów. W ciężkich dla kraju okolicznościach naznaczano „pogłówne”, czyli jednorazową opłatę od wszystkich osób z gminu, wyjąwszy poświęconych naukom. W r. 1669 podskarbi Morsztyn podał wniosek zasilenia skarbu Rzplitej wprowadzeniem akcyzy od warzenia napitków. Akcyzę taką, od której szlachta i duchowieństwo było pierwej wolne, postanowiono na sejmie w r. 1673. Tytuń, który w ogrodach Anny Jagiellonki uprawiany był jako rzadkość, a za Władysława IV i Jana Kazimierza upowszechnił się jako tabaka do zażywania i fajka do palenia, opodatkowany został za Jana III w r. 1677. O innych ciężarach publicznych i opłatach prywatnych obacz w encyklopedyi niniejszej pod wyrazami: Czopowe, Czwarty grosz, Czynsz, Dziesięciny, Egzoficja, Hiberna, Kanon, Kontyngens liwerunkowy, Kozubalec, Kwarta, Kunica, Litkup, Łanowe, Młynowe, Mostne, Naraz, Ofiara, Ogonowe, Osep, Pańszczyzna, Podworowe, Podymne, Pogłówne, Pojemszczyzna, Porękawiczne, Powołowszczyzna, Rogowe, Suchomelszczyzna, Świętopietrze, Świńszczyzna i t. d. Gruntowne wiadomości o daninach z doby Piastów podali w druku: St. Smolka, Zyg. Helcel, Romuald Hube i Fr. Piekosiński, o Pogłównem prof. Józ. Kleczyński. „O podatkach gruntowych stałych w Królestwie Polskiem” wyborną rozprawę napisał Wojciech Trzetrzewiński (Warszawa, drugie wydanie r. 1861). O podatkach z 3-ch ostatnich wieków istnienia państwa Polskiego wielką ilość przepisów obejmują Volumina legum, których inwentarz w wydaniu petersburskiem Józafata Ohryzki (z r. 1860) podaje treść odnośnych uchwał od str. 324 do 349. Wśród nowszych prac o podatkach w dawnej Polsce zasługuje na uwagę źródłowa i sumienna a niespożytkowana w niniejszym artykule rozprawa ks. S. Chodyńskiego: „Podatki w dawnem prawie polskiem” (Encyklopedja kościelna t. 20, str. 19 — 36).
Zachęcamy do skorzystania z oferty edukacyjnej towarzyszącej wystawie czasowej „Za siódmą górę. Motyw drogi i wędrowania w polskiej kulturze ludowej”. Wystarczy kliknąć TUTAJ. WARSZTATY DLA GRUP PRZEDSZKOLNYCH ORAZ UCZNIÓW SZKÓŁ PODSTAWOWYCH I ŚREDNICH: WARSZTATY CAŁOROCZNE: • Zabawki z drewnianej chatki Spotkanie będzie dobrą okazją do poznania, jakimi zabawkami bawili się nasi przodkowie, skąd czerpali pomysły do ich stworzenia, kto i z czego je wykonywał. W części warsztatowej przygotujemy zabawki inspirowane dawnym wzornictwem ludowym. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 10 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 • Moda na ludowo Zajęcia składają się z prelekcji dotyczącej stroju odświętnego i codziennego, noszonego dawniej przez mieszkańców kujawskich wsi. Omawiane będą poszczególne elementy i charakterystyczne cechy dawnych ubiorów. W części warsztatowej dziewczynki udekorują fartuszki z bibuły za pomocą papierowych wzorów imitujących haft kujawski. Chłopcy wykonają rogatywki ozdobione barankiem z bibuły i kolorowymi pawimi piórami wyciętymi z kartek papieru. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 6 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 • Nie święci garnki lepią Uczestnicy spotkania poznają jedno z charakterystycznych dla przełomu XIX i XX wieku rzemiosł – garncarstwo. Dowiedzą się, skąd garncarz wydobywał materiał, jakie narzędzia wykorzystywał w swojej pracy, gdzie i w jakiej temperaturze wypalał naczynia i do czego były one używane. Następnie samodzielnie ulepią dzbanuszek z gliny. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 6 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 • Ozdobne wycinanki – firanki, serwetki Prezentacja ciekawych i wyjątkowych przykładów ażurowych firanek kujawskich zrobionych z papieru. Uczestnicy zajęć dowiedzą się, skąd wziął się zwyczaj wycinania papierowych ozdób, jakie były motywy oraz techniki ich wykonania. Na zakończenie stworzą firankę i serwetkę według własnego projektu. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 4 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Kalina Ciesielska; tel. 54 232 30 01 • Malowane wnętrza – malujemy makatki na papierze Założeniem zajęć jest ukazanie idei powstawania motywów zdobniczych, technik wykonania papierowych makatek. Podczas spotkania uczestnicy zaprojektują i wykonają przy użyciu farb, stempli i szmatek własną makatkę. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 4 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Kalina Ciesielska; tel. 54 232 30 01 • Bibułkowe bukiety kwiatowe Celem warsztatów jest omówienie historii, form, zasad wykonywania tradycyjnego zdobnictwa bibułkowego w naszym regionie. Na spotkaniu zaprezentowane zostaną bukiety oraz przekazane tajniki tworzenia pojedynczych kwiatów. Uczestnicy zajęć wykonają je z kolorowej bibuły, a następnie będą mogli połączyć je w „rózgę”. Koszt zajęć:bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 6 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Kalina Ciesielska; tel. 54 232 30 01 • W Maciejowej izbie Jak wyglądała dawna chałupa wiejska? Z ilu pomieszczeń się składała? Jakie meble i sprzęty były charakterystycznym wyposażeniem wnętrz kujawskich i dobrzyńskich przełomu XIX i XX w.? Na te i inne pytania uzyskają odpowiedź uczestnicy zajęć dotyczących aranżacji dawnych izb. W części warsztatowej sami wykonają i przyozdobią mebel z tektury. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 6 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 WARSZTATY PROWADZONE OKOLICZNOŚCIOWO: • Tradycyjnie – kreatywnie na Wielkanoc Czy wiecie, czym się różni pisanka od kraszanki? Dlaczego „wybijanie żuru” było okazją do zalotów? Co to są „przywoływki”? Czemu w poniedziałek wielkanocny polewamy się wodą? Na spotkaniu opowiemy o wyjątkowych kujawskich tradycjach. W części warsztatowej skupimy się na wykonywaniu ozdób charakterystycznych dla tych świąt (Zajęcia prowadzone są w miesiącu poprzedzającym święta). Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 8 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Urszula Adamczyk,Kalina Ciesielska, Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 • Choinkę przystroić już czas Co to jest podłaźniczka? Jakie ozdoby zawieszali na choince nasi przodkowie? Dlaczego w Wigilię należało spróbować wszystkich potraw? Odpowiedzi na te i inne pytania poznacie podczas spotkania dotyczącego kujawskich tradycji świąt Bożego Narodzenia. W części warsztatowej uczestnicy odbędą swoistą „wędrówkę” w czasie, wykonując tradycyjne i współczesne ozdoby choinkowe, dobrane w zależności od wieku (Zajęcia prowadzone są w miesiącu poprzedzającym święta). Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny)+ 8 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach. Prowadzący: Urszula Adamczyk,Kalina Ciesielska, Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 • Andrzejkowe wróżby Uczestnicy wysłuchają prelekcji o dawnych zwyczajach andrzejkowych, po czym będą wróżyć z wosku, łupinek orzecha, patyków itp. (Zajęcia odbywają się w listopadzie). UWAGA: lekcja dla uczniów klas 4–8 szkół podstawowych i szkół średnich. Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny) + 5 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 • Z kozą na zapusty Czy uniwersalne jest nadal powiedzenie „Gdzie koza chodzi, tam żytko się rodzi…?”. Czym charakteryzują się żywe do dziś na Kujawach zwyczaje zapustne? Jakie postacie maszerują przez kujawskie wsie w ostatnie dni karnawału? Czy zwyczaj ewoluował przez lata? Na te i inne pytania uzyskają odpowiedź uczestnicy zajęć przybliżających tematykę zwyczajów zapustnych. W części warsztatowej spróbują wykonać wybrane przez siebie rekwizyty zapustne (maszkary zwierzęce). Zajęcia uzupełnione zostaną projekcją filmu/zdjęć z przemarszu grup zapustnych. (Warsztaty odbywają się w karnawale). Koszt zajęć: bilet wstępu 3 zł od osoby (dzieci do lat 7 wstęp wolny) + 12 zł opłata od uczestnika za udział w warsztatach Prowadzący: Beata Wąsik; tel. 54 232 30 01 LEKCJE MUZEALNE DLA UCZNIÓW SZKÓŁ PODSTAWOWYCH I ŚREDNICH: Strój ludowy jako jedno z podstawowych kryteriów kształtowania się poczucia wspólnoty regionalnej. Tradycyjne pożywienie ludowe i przetwórstwo wiejskie na Kujawach(Lekcja połączona z prezentacją multimedialną). KONTAKT: Dorota Kalinowska, tel. 54 232-30-01 Chleb w tradycji i zwyczajach ludowych (Lekcja połączona z filmem). KONTAKT: Beata Wąsik, tel. 54 232-30-01 Ginące zawody – garncarz, kowal, kołodziej, bednarz, plecionkarz. Etnografia Kujaw w ujęciu ogólnym. KONTAKT: Michał Kwiatkowski, tel. 54 232-30-01 Zgłoszenia grup na lekcje muzealne (przynajmniej na dwa dni przed terminem realizacji) prosimy kierować również do Działu Edukacji i Promocji Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku, tel. 54 232-30-01. W lekcjach muzealnych może brać udział maksymalnie 25 osób (jedna klasa). Zajęcia prowadzone są od wtorku do czwartku w godzinach od do po wcześniejszym zarezerwowaniu terminu. OPŁATY: Lekcje muzealne – 20 zł od grupy Lekcje muzealne połączone z prezentacją multimedialną, filmem – 30 zł (Opłaty nie zwalniają z obowiązku nabycia biletów wstępu, cena biletów w muzeach na terenie Włocławka wynosi: normalny – 7 zł, ulgowy – 5 zł, zorganizowane grupy szkolne – 3 zł od osoby). Oprowadzanie po ekspozycji – 30 zł od grupy
Lista słów najlepiej pasujących do określenia "dawna oplata od ziemi":MYTOŁANOWETERENSATELITASUSZARÓWNIKROGATKOWEŁANUGÓRGRUDAERAROTAZIEMIANKAROKSTOPARAPIERPALESTYNAMAPANIEBODANINA
dawna opłata od ziemi